W UKNF w okresie 2006-2007 pracował zespół roboczy ds. zbadania ewentualnych nieprawidłowości w funkcjonowaniu IDM. Ustalenia zespołu są objęte prawnie chronioną tajemnicą zawodową.
Łukasz Dajnowicz rzecznik KNF
Prywatne interesy Stanisława Kluzy, szefa KNF
Mariusz Zielke
Nadzorca rynku tkwi w konflikcie interesów, łamie przepisy i uchwały. A milionerem nie został przypadkiem
Wciąż czekamy na odpowiedź szefa KNF na nasz artykuł. Inwestorom giełdowym należą się wyjaśnienia, w jaki sposób przewodniczący dorobił się majątku, dlaczego zatuszowano aferę szkoleniową i nie ujawniono kontroli IDMSA? Chcemy też rozwiać nadzieje służb prasowych KNF - my nie pozwolimy zamieść kolejnej sprawy pod dywan. Oczekujemy reakcji na naszą krytykę prasową i działań, które sprawią, że KNF stanie się rzeczywistym i sprawnym nadzorcą rynków finansowych w Polsce.
Jednocześnie informujemy, że Stanisław Kluza złożył a następnie wycofał pozew przeciwko nam o naruszenie dóbr osobistych. Tuż po wycofaniu pozwu otrzymaliśmy 4 pozwy (oraz informację o piątym pozwie) z grupy IDM w opisywanych przez nas sprawach - między innymi poniższego artykułu. Pozew w tej sprawie IDM składa po roku od opublikowania tekstu.
Co ciekawe, przewodniczący KNF popełnił w swoim pozwie identyczny błąd, jak prawnicy reprezentujący IDMSA w pozwach przeciwko nam. Obie strony (działające niezależnie) wskazały adres pozwanego (autora artykułu) w Piasecznie, na ulicy Chopina, choć autor (pozwany) nigdy z tym adresem nie miał nic wspólnego. Stanisław Kluza pozew złożył w październiku 2009 r. Na pierwszą rozprawę (w pierwszym kwartale 2010 r.) nie przyszedł z powodu posiedzenia w KNF. Na drugiej rozprawie (22 czerwca 2010 r.) przewodniczący KNF także się nie pojawił, a sąd przekazał nam dokument o cofnięciu pozwu. Stanisław Kluza uznał w nim konstytucyjną wartość wolności prasy i swobody wypowiedzi. Jednak przez takie działania sprawa szefa KNF (jego inwestycji, portfela i decyzji w sprawie kontroli, prospektów i szkoleń, które opisywaliśmy) wciąż pozostaje niewyjaśniona.
NGI24 otrzymało postanowienie o zabezpieczeniu powództwa, w którym sąd zakazuje nam na czas procesu rozpowszechniania w jakikolwiek sposób informacji, sugestii i zarzutów:
- rzekomego uprzywilejowania Pana Stanisława Kluzy przy transakcji zakupu akcji w Domu Maklerskim IDM S.A. oraz wynikającego z powyższego i z zarządzania jego portfelem inwestycyjnym faworyzowania powoda przez KNF oraz Stanisława Kluzę.
- jakichkolwiek związków Domu Maklerskiego IDM S.A. z tzw. "aferą stoczniową"
- ponoszenia przez powoda odpowiedzialności z tytułu nieumieszczenia w prospektach emisyjnych informacji o doświadczeniu zawodowym członków organów spółek do chwili prawomocnego zakończenia postępowania.
Choć w naszych tekstach znalazły się tylko prawdziwe informacje, a powyższe zarzuty są nadinterpretacją zawartych w nich informacji i opinii, zmuszeni jesteśmy zawiesić emisję części (fragmentów) naszych artykułów do czasu zakończenia procesu lub zmiany decyzji sądu w zakresie zabezpieczenia. Jednocześnie podkreślamy po raz kolejny: nigdy nie twierdziliśmy, że IDM faworyzował Stanisława Kluzę w celu uzyskania wpływu na jego decyzje czy decyzje nadzoru. Uważamy jedynie, że Przewodniczący KNF powinien poinformował rynek o szczegółach swoich relacji z IDM i wynikającego z nich konfliktu interesów oraz że powinien wyłączać się ze spraw IDM.
Wszystkie teksty o sprawie KNF możecie znaleźć w dziale: Wszystko o aferze w KNF (lewe menu). A zaczęło się 1 lipca od poniższego materiału (artykuł ze zmianami po postanowieniu o zabezpieczeniu).
Prywatne interesy Stanisława Kluzy, szefa KNF
Stanisław Kluza w grudniu 2004 r. nabył po bardzo niskiej cenie akcje IDMSA. Nigdy nie ujawnił, że odkupił je bezpośrednio od prezesa Grzegorza Leszczyńskiego. Potem wielokrotnie kontrolował ten dom maklerski, zatwierdzał jego prospekty i korzystał z usług. Tajemnic jest więcej.
27 grudnia 2004 r. Stanisław Kluza, przyszły minister finansów i szef Komisji Nadzoru Finansowego (KNF), nabywa za 210 tys. zł pakiet akcji DM IDMSA stając się jedenastym co do wielkości akcjonariuszem tej spółki. Kupuje tanio. Biorąc pod uwagę późniejszy podział akcji, płaci po 2,1 zł za walor. Zaledwie pół roku później, w publicznej ofercie, akcje będą już wycenione przez zarząd IDMSA na prawie sześciokrotnie więcej - 12 zł.
Ta transakcja uczyniła przyszłego ministra finansów i nadzorcę rynku kapitałowego milionerem. W 2006 r. „inspektor Kluzo”, jak niedawno nazwał go „Newsweek”, szacował swój majątek na 9 mln zł, głównie dzięki akcjom IDMSA. Zakup walorów tego domu maklerskiego przyniósł mu rzadko spotykany, ponad trzydziestokrotny zwrot z inwestycji. Twierdzi, że wyłożył na akcje IDMSA łącznie nieco ponad 260 tys. zł. Cały tzw. ślepy portfel, do którego wniósł walory domu maklerskiego, sprzedał w grudniu 2006 r. łamiąc przy okazji dopiero co podjętą własną uchwałę „etyczną” zakazującą członkom KNF zarówno kupna, jak i sprzedaży papierów na GPW. Ze sprzedaży akcji uzyskał w sumie 8,5 mln zł.
Szczegóły czynią różnicę
Kluza przez lata unikał odpowiedzi na pytania o niezwykle istotne szczegóły tych transakcji. Dotąd żadna gazeta nie ujawniła, że operacja z 27 grudnia 2004 r. nie była przypadkowym skorzystaniem z ogólnie dostępnej oferty, tylko odsprzedażą akcji przez prezesa spółki, Grzegorza Leszczyńskiego.
Ustaliliśmy to ponad wszelką wątpliwość po numerach akcji. Odnaleźliśmy także jednoznaczną notę w dokumentach audytora IDMSA, firmy Polinvest-Audit, która w raporcie ujawniła transakcję Leszczyński-Kluza (patrz). Ta informacja w oficjalnych dokumentach pojawiła się prawdopodobnie tylko raz, na jednej stronie. Mogła zostać niezauważona. Nie było jej w raporcie audytora dołączonym do prospektu emisyjnego, tylko w uzupełnieniu do badania audytorskiego.
IDMSA w 2004 r. zanotował blisko 5,5 mln zł zysku netto (za pierwsze półrocze 2004 zysk netto IDMSA wyniósł 2,8 mln zł).
Mimo że Kluza zadeklarował pełną otwartość na lustrację majątkową, nigdy tych faktów nie ujawnił i nie wyjaśnił.
A mają one duże znaczenie. Oznaczały bowiem dla przewodniczącego ostry konflikt interesów w chwili obejmowania szefostwa w KNF. Powód: pierwszą sprawą, jaką miał zająć się nowy nadzór pod kierownictwem Kluzy, była kontrola poważnych podejrzeń dotyczących IDMSA (o którą zresztą apelował sam dom maklerski).
18 września 2006 r. – tuż przed objęciem przez Kluzę funkcji - powołano specjalny zespół roboczy w nadzorze giełdowym. Miał on zbadać ewentualne nieprawidłowości w funkcjonowaniu IDMSA, w tym tak poważne, jak prawidłowość zarządzania portfelami czy wykonywania obowiązków informacyjnych.
W tej sytuacji szef nowej, centralnej instytucji nadzorczej powinien ujawnić szczegóły swoich inwestycji oraz przyjacielskie relacje z szefami domu maklerskiego innym członkom Komisji Nadzoru Finansowego.
Czy ujawnił? Nie wiadomo.
Wiadomo jednak, że wyniki kontroli IDMSA są... tajemnicą.
Sytuacja dość szczególna - oto dom maklerski "oskarżony" przez jedną z gazet ("Puls Biznesu" w artykule "Dom latających papierów", z 18 września 2006 r.) o szereg nieprawidłowości, domaga się od KNF kompleksowej kontroli w komunikacie giełdowym. Urząd ją teoretycznie przeprowadza, po czym obie strony przez kolejne lata milczą o ustaleniach kontrolerów. Do inwestorów IDMSA i opinii publicznej nie trafiają żadne wyjaśnienia, a KNF uważa sprawę za zamkniętą.
"W UKNF w okresie 2006-2007 pracował złożony z pracowników różnych komórek organizacyjnych zespół roboczy ds. zbadania ewentualnych nieprawidłowości w funkcjonowaniu IDM. Ustalenia zespołu są objęte prawnie chronioną tajemnicą zawodową. Na bieżąco prowadzimy czynności nadzorcze (w tym kontrolne)" - informuje w odpowiedziach na nasze pytania Łukasz Dajnowicz, rzecznik KNF.
Według naszych informacji zespół roboczy w KNF pod okiem Kluzy w praktyce nie wykonał kontroli.
To jednak nie wszystko. W grudniu 2006 r. pieniądze Szefa (jak nazywają go dyrektorzy w KNF) dość zaskakująco zostały pomnożone w innej spółce - Arterii, której akcje na rynek publiczny wprowadzał IDMSA. To była jedna z lepszych ofert publicznych w tamtym czasie. Kluza znalazł się na liście 10 największych nabywców akcji tej spółki obok ośmiu instytucji finansowych i tylko jednej osoby prywatnej - Rafała Abratańskiego, wiceprezesa IDMSA. Przewodniczący KNF zainwestował w Arterię ponad 300 tys. zł. W kilka dni zarobił 100 tys. zł (tak wyliczył Newsweek).
Odrębną sprawą pozostaje pytanie, czy szef nadzoru giełdowego może zapisywać się na akcje spółki wchodzącej na giełdę, której prospekt wcześniej zatwierdził?
Ślepy może więcej
Rzecznik KNF w inwestycjach Kluzy nie widzi niczego złego. W jego opinii wystarczającym wyjaśnieniem jest fakt, że przewodniczący założył sobie tuż przed objęciem funkcji publicznej w domu maklerskim IDMSA tzw. ślepy portfel. Teoretycznie nie wiedział więc, co maklerzy robią z jego pieniędzmi. Dla wielu maklerów, których pytaliśmy o zdanie, to śmieszne tłumaczenie, a opisane przez nas inwestycje szefa nadzoru finansowego stanowią ewenement na skalę światową - prawdopodobnie przypadek niepowtarzalny na rozwiniętych rynkach.
- W ślepym portfelu też powinny być określone zasady wyłączające konflikt interesów: przewodniczący powinien zabronić kupowania akcji w ofertach pierwotnych, albo co najmniej w ofertach przeprowadzanych przez bliski mu dom maklerski. Bo formalnie to on, a nie ślepy portfel był inwestorem - mówi jeden z maklerów.
- Przecież przewodniczący KNF ma dostęp do informacji poufnych. Inwestując na giełdzie może narazić się na zarzut wykorzystania tych informacji, co jest ścigane i uważane za jedną z najpoważniejszych patologii. To niedopuszczalne – mówi makler z londyńskiego City.
Mało tego – przewodniczący przez objęcie tych akcji, naraził się na zarzut złamania prawa. Art. 15 ustawy z 21 lipca 2006 r. o nadzorze nad rynkiem finansowym mówi wyraźnie:
„Przewodniczący Komisji, jego Zastępcy, członkowie Komisji oraz pracownicy Urzędu Komisji nie mogą być akcjonariuszami lub udziałowcami podmiotów podlegających nadzorowi Komisji, z wyjątkiem posiadania akcji dopuszczonych do obrotu zorganizowanego (…)”
Arteria w grudniu 2006 r. z pewnością podlegała nadzorowi KNF. Jej akcje, w dniu, w którym Kluza zainwestował w nie, nie były jeszcze dopuszczone do obrotu zorganizowanego. Zgodnie z definicją na stronie GPW, o dopuszczenie do obrotu zorganizowanego spółka wnosi dopiero po przydziale inwestorom akcji sprzedawanych w ofercie.
„Po przydziale oferowanych akcji spółka składa wniosek o dopuszczenie do obrotu giełdowego akcji (oraz ewentualnie praw do akcji nowej emisji - PDA) - na rynek podstawowy lub równoległy. Wniosek ten jest rozpatrywany na posiedzeniu Zarządu Giełdy” – czytamy w instruktażu GPW.
Wniosek: przewodniczący nie miał prawa nabywać akcji. Przepisy ustawy o nadzorze finansowym mają właśnie uniemożliwić pracownikom KNF zapisywanie się na akcje spółek, które oceniają i nadzorują, dopuszczając na GPW. To powinno być dla wszystkich jasne.
Przewodniczący (czy też makler działający w jego imieniu) sporo zaryzykował, bo złamanie przepisów ustawy może być podstawą odwołania szefa KNF.
Mało tego: przydział akcji Arterii nastąpił 4 grudnia 2006 r., na dzień przed uchwałą KNF o zasadach etycznych obowiązujących w KNF. Przyjęta 5 grudnia 2006 r. uchwała szła znacznie dalej niż przepisy prawa - zakazywała członkom Komisji Nadzoru Finansowego zakupu i sprzedaży akcji na GPW.
„Członek Komisji posiadający w dniu wejścia Zasad w życie (…) papiery wartościowe lub inne instrumenty finansowe (…) jest zobowiązany do niedokonywania żadnych transakcji związanych z tymi papierami wartościowymi lub instrumentami finansowymi w trakcie pełnienia funkcji członka Komisji” – czytamy w paragrafie 7 Uchwały KNF.
Tymczasem przewodniczący Kluza po 5 grudnia 2006 r. sprzedał wszystkie akcje, jakie posiadał, w tym akcje Arterii, mimo że obowiązywał go zakaz (pieniądze przeniósł zaś do funduszu inwestycyjnego, ale nie chce ujawnić, do jakiego).
Tłumaczenie KNF?
„Przewodniczący KNF sam zainicjował przyjęcie przez KNF restrykcyjnych "dobrych praktyk" postępowania członków Komisji, m. in. w zakresie inwestowania. Trzeba przy tym pamiętać, że "dobre praktyki" nie są przepisami prawa. Stanisław Kluza zrezygnował z usługi "ślepego portfela" pod koniec 2006 r. Choć zgodnie z prawem dalej mógł go posiadać, to po przyjęciu standardów przez KNF, wycofał się ze "ślepego portfela" (a nie "sprzedał akcje"), aby uniknąć jakichkolwiek wątpliwości” – napisał w odpowiedzi na moje pytania Łukasz Dajnowicz.
Jednak nawet pracownicy KNF mają co do tego inne zdanie. Kilka tygodni temu oburzony pracownik komisji poinformował nas, że sprawa Arterii została po prostu zatuszowana przez KNF, tak jak sprawa zarządzania portfelem Kluzy w DM IDMSA.
- W KNF jest wiedza, w jaki sposób przewodniczący stał się milionerem. I to koniecznie trzeba wyjaśnić, podobnie jak sprawę Arterii, która po pana pytaniach powinna zostać skontrolowana, a po prostu ją zatuszowano - mówił nasz rozmówca.
O Arterię pytałem jeszcze jako dziennikarz "Pulsu Biznesu" jesienią 2008 r.
Tuszem po oczach
W tuszowaniu nadzór finansowy ma jednak znacznie większe doświadczenie. We wrześniu 2006 r. KNF zlekceważyła zalecenia własnego kontrolera wewnętrznego w sprawach, które w dużej części dotyczyły IDMSA. Chodziło o sprawdzenie, czy duże pieniądze (do 16,5 tys. zł dniówki) przyjmowane przez urzędników KNF za szkolenia dla spółek wprowadzanych na parkiet przez IDMSA, przyjmowanie podarków na adresy prywatne od tego domu maklerskiego oraz nawiązanie przyjacielskich kontaktów miały wpływ na postępowanie urzędników przy prospektach.
"Pełne wyjaśnienie okoliczności sprawy wymaga kontynuowania czynności kontrolnych w ramach kontroli wewnętrznej, dających możliwość wykorzystania innych narzędzi i technik kontrolnych oraz podjęcia innych działań w ramach uprawnień nadzorczych Komisji, nieuprawnionych do wykorzystania w ramach kontroli wewnętrznej" - pisał Janusz Jabłoński, pełnomocnik ds. informacji niejawnych i kontroler wewnętrzny KPWiG, w raporcie pokontrolnym, który został sporządzony w ostatnim dniu istnienia KPWiG.
Zdaniem Łukasza Dajnowicza, to zalecenia nie dla KNF tylko dla... KPWiG.
"Jeśli chodzi o p. Jabłońskiego, to doskonale Pan wie, że nie formułował on wobec UKNF żadnych zaleceń. Cytowane przez Pana stwierdzenia były adresowane do kierownictwa KPWiG" - informuje Dajnowicz.
Zgodnie z tą logiką: ponieważ KPWiG kończyła żywot, to i zalecenia kontrolne powinny trafić na cmentarz. Tyle tylko, że KNF kontynuuje działalność KPWiG. Tworzą ją ci sami urzędnicy, co KPWiG, powiększeni jedynie o grono osób z kolejnych instytucji - nadzoru ubezpieczeniowego (KNUiFE) i od 2008 r. bankowego (GINB). Nawet nie zmienili siedziby, wciąż siedzą w tych samych gabinetach, na których tylko powieszono nowe tabliczki. Działem emitentów wciąż kieruje cała trójka dyrektorów znana z ciągot do edukowania petentów za pieniądze. Jeśli więc kontroler w ostatnim dniu funkcjonowania urzędu KPWiG stwierdził, że powinny być prowadzone dalsze czynności sprawdzające, to nie miał na myśli KPWiG tylko KNF.
Wygląda więc na to, że w KNF kontynuowane były wszystkie sprawy i zadania z KPWiG z wyjątkiem tych związanych z podejrzeniami wobec relacji urzędników z IDMSA. Dodajmy, że sprawa wówczas (w 2006 r.) była niezwykle poważna, zarzuty wynikające z treści artykułu Wojciecha Surmacza w "Pulsie Biznesu" w stosunku do urzędników i domu maklerskiego najwyższej wagi, wyjaśnień oczekiwali zarówno inwestorzy (m.in. Jarosław Dominiak, szef SII - Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych), jak i Jarosław H. Kozłowski, szef KPWiG.
„Dla mnie sytuacja skandaliczna! Konflikt interesów, którego nie widzieli ludzie powołani do rozstrzygania, co jest konfliktem interesu na rynku. Ci, co nie widzieli nic niestosownego w pobieraniu znaczących wynagrodzeń za udział w takich szkoleniach, nie powinni już dzisiaj pracować w nadzorze” - mówił dla „PB” Dominiak.
„Niestety publikacja artykułu (chodzi o wspomniany tekst "Dom latających papierów" - red.) w ostatnim dniu funkcjonowania KPWiG nie daje mi możliwości szybkiego i ostatecznego rozwiązania sprawy. Mam osobistą nadzieję, że zostanie ona całkowicie wyjaśniona przez rozpoczynającą jutro działalność Komisję Nadzoru Finansowego” - napisał w specjalnym oświadczeniu Kozłowski.
Osobista nadzieja nie wystarczyła. KNF nigdy sprawy nie wyjaśnił, do dziś nie odpowiedział na wątpliwości rynku.
Jabłoński nie dostał szansy prowadzenia dalszej kontroli - w ciągu kilku tygodni od powołania KNF odszedł z pracy. Nie udało nam się z nim skontaktować i zapytać, czy został zmuszony do rezygnacji. Po odejściu z komisji pracował prawdopodobnie w Sztabie Generalnym Wojska Polskiego, ale kontakt z nim był niemożliwy. Odnaleźliśmy go też w jednym z internetowych serwisów społecznościowych, jednak nie odpowiedział na mejla wysłanego na jego konto.
KNF zwolnienie kontrolera uzasadnia po prostu "zmianami organizacyjnymi".
"Jeśli chodzi o p. Jabłońskiego z KPWiG, to jego odejście z pracy było związane ze zmianami organizacyjnymi wynikającymi z połączenia nadzorów sektorowych i utworzenia UKNF" - tłumaczy Dajnowicz.
To jednak nie wszystko, bo wstydliwych spraw w KNF jest więcej. Zapraszamy w czwartek do lektury tekstu o edukacyjnych ciągotach dyrekcji działu emitentów. Opiszemy dotąd nieujawnione wątki sprawy. Znaleźliśmy wiele ciekawych szczegółów dotyczących łamania regulaminów i etyki, pobierania wysokich wynagrodzeń za szkolenia dla petentów, żonach prokurentach, urzędniczych siostrzenicach dobrze zarabiających w agencjach relacji inwestorskich.
aktualizacja: 26.07.2009
30 czerwca 2009 20:44
|
Wyślij link
|
Drukuj
|
Pobierz jako PDF
|





tytuł komentarza
autor
komentarz
Kod z obrazka (wymagany)
Może tym razem "ktoś"się sprawą zainteresuje i wyjaśni do końca.
Zycze dalszych sukcesów.
KRS, dokonania autora i inne możesz sobie sprawdzić sam,wystarczy poszukać.
Marcin Przasnyski
www.stockwatch.pl
Akcjonariusz większościowy Wikany - Buchajski nie chce ogłosic wezwania na zakup akcji. KNF działając rzekomo w nteresie akcjonariuszy mniejszościowych, WSTRZYMUJE zapisy. Wznawia zapisy zosytawiając na to 4 dni. Skup akcji oczywiście prowadzi IDMSA.
Gdzie są te wszystkie służby, CBA która gania ludzi za pietruszkę a puszcza takie przewały.
To się musi skończyć natychmiast bo sprowadza to wiarygodność KNF do zera.
Powtarzam Skandal !!!.
Już widzę armię "wafli" P. Kluzy, którzy siedzą teraz przed komputerem i zajmują się krytykowaniem artykułu i oczernianiem autora.
A Panu Mariuszowi GRATULUJĘ! Widać kawał dobrej dzienikarsko-śledczej roboty!
Będę się przyglądał dalszym działaniom w sprawie.
Czyżby w administracji pracował?
Wszyscy doradzają mi, żebym nie dyskutował z anonimem, który nie ma nic do powiedzenia, tylko wytacza jakieś zupełnie nieudokumentowane, bzdurne zarzuty. Ponieważ wiem już, kto to jest, opiszę jego działalność w kolejnym materiale (będzie miał możliwość udzielenia oficjalnego komentarza, skoro tak się pali do oczerniania innych). Dla informacji niezorientowanych: przez trzy lata pisałem teksty o Grupie Trzymającej Giełdę, nigdy nie wytoczono mi z tego powodu nawet procesu, wszystkie zarzuty były dobrze udokumentowane, po tych tekstach doszło do wielu zmian na rynku, nigdy nie korzystałem z jakiegokolwiek czarnego (czy białego) PR czy firmy PR, nigdy nie pisałem na zlecenie. Zapewniam też Was, że w każdym komentarzu podpisuję się, nie podszywam pod kogokolwiek innego, nie stosuję pseudonimów. Wszystkim, którzy mnie bronią przed - podkreślam - zupełnie nieuzasadnionymi zarzutami, bardzo dziękuję. Wkrótce zresztą opiszę sprawę Grupy Trzymającej Giełdę jeszcze raz, bo parę wątków zostało do omówienia.
Pozostanę anonimowy, bo moja praca w dużym stopniu polega na "przepychaniu spraw" w KNF. Myślę, że każdy, kto ma z nimi do czynienia, zdaje sobie sprawę jakie standardy etyczne panują w tej instytucji...
Tyle utopionych pieniędzy, a tu nawet "szumu informacyjnego" nie było...
Zresztą jeśli nawet tylko i 10% tego miało być prawdziwe, i tak byłby to powód do zmartwienia. Szefa KNF powinien być poza wszelkim podejrzeniem.
Nie rozumiem jak w świetle tak niepokojących doniesień można dyskutować nad biografią autora.
Z uwagą czekam na następny artykuł
Przeczytalem material, bede obserwowal co sie bedzie dalej dzialo. Prawdopodobnie na innych cywilizowanych rynkach odpowiednie sluzby rozpoczelyby swoje dzialania na rzecz wyjasnienia sytuacji. Natomiast Pan Przewodniczacy Kluza powiniene sie ustosunkowac do tych zarzutow.
Jestem inwestorem na gieldzie i temat ptzydzialow akcji i redukcji odbil mi sie czkawka ... uwazam ze stracilem duze pieniadze na tym ... oznacza to ze sa osoby ktore mogly korzystac biznesowo z tego instrumentu ... horror jesli z Nadzoru brrr
gratutuluję tak ciekawego tekstu na start swojego serwisu. Niech ilośc komentarzy świaczy o opiniotwórczości tekstu i medium. Życzę powodzenia w rozwijaniu przedsięwzięcia, a niech martwią się rzecznicy IDM i KNF. Pozdrawiam,
Piarowiec
Bardzo dobry komentarz, dodam tylko , że w 2007 p. Kluza osobiście podejmował dezyzje odnośnie ELEKTRIMU - mnóstwo ludzi straciło pieniądze !!!!!!!!!(decyzja I 2007 i następne, potem Solorz wystawił Go do "wiatru" i zaczęły sie "działania" KNF - kpina!!!, kto zna historię Elektrimu , wie o czym piszę).
Osobiście życzę temu .....i , żeby skończył, tak, jak ocenia tego , który "jedną" akcją kończył zamknięcia na GPW i został skazany!!!
Pan Bóg nierychliwy , ale sprawiedliwy !!!!
A poza tym, nie dziwię się p. Zielke, że się zirytował. Komentarze gościa "z branży" trącą tak nachalnym czarnym PR-em, że aż boli.
Dużo sensowniej wygląda argumentacja autora tekstu. Najwyraźniej nie boi się publikacji i oceny dowodów. Tak to wygląda dzisiaj. Jak jest naprawdę, to się dopiero okaże. Zobaczymy, czy sprawa zostanie szybko wyciszona, czy też autorzy artykułu wykażą się konsekwencją.
Natomiast mam pytanie do Pana Zielke dotyczące sprawy "grupy trzymającej giełdę", nieco odnoszące się do zarzutów w komentarzach i Pana odpowiedzi na nie.
1. Czy prawdą jest, że otrzymał Pan (albo też redakcja Pulsu Biznesu) przesyłkę z wydrukowanymi mailami wymienianymi między zarządzającymi (chodzi oczywiście o osoby z tzw. "grupy")?
2. Czy to prawda, że przesyłkę tą otrzymały redakcje praktycznie wszystkich większych gazet i uznały to za zbyt słabe dowody "zmowy", jedynie Pan się pochylił nad tym?
2. Czy prawdą jest, że była to przesyłka anonimowa, albo z agencji PR?
Odpowiedzi:
1. Mogę zagwarantować, że ja takiej przesyłki nie dostałem. PB raczej też nie. Pytałem o to kilku dziennikarzy z mojej redakcji, bo ktoś rozpowiadał plotkę o takiej przesyłce (rzekomo rozsyłanej rok wcześniej po redakcjach). Nigdy tej przesyłki nie widziałem.
2. Nie wiem, czy inne gazety dostały jakąkolwiek przesyłkę. Jeśli tak, to jest to skandal, że nią się nie zajęły, tylko zlekceważyły, bo to oznacza, że bały się konsekwencji ekonomicznych. I nie chodzi o to, żeby przepisywać tezy z anonimów. Jeśli są wiarygodne, trzeba je wyjaśniać. Ja zbierałem materiały do tekstu wiele miesięcy i nie były one oparte na żadnej przesyłce, tylko na bardzo wielu oryginalnych dokumentach, do których dotarłem, w tym do maili (ale nie otrzymanych jako anonimowa przesyłka).
3. Moja praca broni się sama, zapraszam wszystkich czytelników do lektury tekstów o Grupie Trzymającej Giełdę - to są udokumentowane fakty, a nie jakiś czarny PR. Może on był gdzieś indziej, ale nie u mnie. Podkreślam jeszcze raz: nigdy przesyłki anonimowej w tej sprawie nie dostałem.
http://www.stockwatch.pl/forum/default.aspx?g=posts&m=25146戺
Dlaczego Puls Biznesu nagle schował ogon pod siebie?
Powodzenia.
I jaka zazdrość? Co to za argument?
Jest to przerażające! Mamy do czynienia z kontrolą mediów i internautów przez KNF. Zamiast naciskać na Parkiet urząd powinien odnieść się do sprawy i ewentualnie powiedzieć że to co pisze ngi24 jest kłamstwem. A tak zaczynam się zastanawiać czyżby to co napisał dziennikarz naprawdę było możliwe w Polsce w roku 2009. Pozdrawiam
PS: Czy jednak ktoś z was ma dostęp do tej listy dyskusyjnej na GG Parkiet??
same przecież nie zginęły... czy użytkownicy tego forum wiedzą o manipulacji i gdzie powinni ją zgłosić?
skandal żeby lista dyskusyjna wycinała całe wątki niezgodne z przewodnią linią przewodniczącego.
Zna Pan spółkę Sovereign Capital?
postepowania w toku, do tege w sprawie IDM wiele postępowań, była wypowiedź rzecznika Prokuratury Okregowej o śledztwie w sprawie braku wymaganych prawem informacji w prospekcie emisyjnym IDM.
idm ma związki z byłymi z parkietu - bardzo bliskie, były prezio wydawcy tej gazety to także do niedawna członek rady nadzorczej idmu.
i wszystko jasne.
co to za rynek?
i co to za papirus? chyba jakaś szmacianka...
kto zastapi pisowskiego kluze?
i jak odejdzie stasiu, czy z własnej woli, czy...?
Gdzie popłynie i na jak długo?
Zgadując intencje dodam, że nie inspirowałem nikogo przeciw P. Przewodniczącemu S. Kluzie.
Uważam, że postawione w owym artykule zarzuty muszą zostać wyjaśnione. Choćby po to, by oczyścić dobre imię pracowników Komisji, którym na tym forum insynuuje się nieetyczne działania.
że prospekt był wadliwy knf nawet musiał przyznać, były publikacje w Gazecie Finansowej - można je zobaczyć na www.polandsecurities.com
ewidentnie powinny być wykonane.
Kluza największą krzywdę w mojej ocenie
wyrządził blokując swego czasu emisje
wtórne chcąc kierować pieniądze na rynek pierwotny. Celowo opóźniał zatwierdzanie prospektów choć prawnie powinien zatwierdzać w ciągu 30 dni i badać prospekty tylko pod kątem formalnym. Oczywiście IDM jako wprowadzający był wyjątkiem, łatwo to
sprawdzić porównując średnie czasy zatwiedzania prospektów.
Przykłady braków działań:
Widłowi pracują bez żadnych regulacji,
wedle własnego lub królika widzimisie.
Odcięcie pp przed zatwierdzeniem prospektu
to paranoja znana od wielu lat....i nic.
Subiektywna Lista Alertów....bo mnie się nie podoba.
Samo stworzenie KNF jako tworu do wszystkiego było chore, nie można być specjalistą we wszystkim.
Ech...tyle jest złego, że aż nie chce się pisać.
Po prostu...Kluza i Sobolewski są zwyczajnie za młodzi emocjonalnie na swoje stanowiska.
pzdr
było wiele podstron o kluzie i ngi24.pl a raptem postów nie ma.
zwykła propaganda, zeby gazeta giełdowa miała w takim poważaniu swoich czytelników i forumowiczów? Chyba pora powiedzieć, że król jest nagi i otworzyć liste dyskusujną gdzie nie ma cenzury.
parkiet forum widac w komitywie z urzedem, nawet podają tam specjalny komunikat knf by nie manipulować... :)
a informacje o urzedzie sa wycinane i manipulowane, skoro takie starania po stronie kolegów z parkietu to jak cienki jest nasz nadzór? to chyba tylko mocniej dmuchnac w ten układ kart i domek sie rozsypie.
Komisja Nadzoru Finansowego postanowiła nie komentować sprawy Pana Kluzy. On sam też milczy. Ale jednak komentarz jakiś jest: w piątek (3.07.2009) koło szesnastej po cichu na stronach prasowych (centrum prasowe) KNF opublikowano komunikat o "niezgodnym z prawem działaniu" spółki Bomi, której prospekt przygotował IDMSA. Działanie niezgodne z prawem polegało na tym, że nie podano informacji o jednej z aktywności Grzegorza Leszczyńskiego, prezesa IDMSA. Ale nie to jest najistotniejsze (sam nie wiem czy się śmiać czy płakać). Otóż dla mnie nie ulega wątpliwości, że podanie wymienionego komunikatu to tzw. "dupochronka", że niby KNF nie chroni IDMSA. Dlatego, że KNF już od dawna wie o tym złamaniu przepisów, więc to trochę dziwne, że tak nagle się zorientował, że trzeba to publicznie podać. Ale najzabawniejsze jest to, że o podobnych złamaniach przepisów w sprawie IDMSA nasz KNF miał wiedzę już przynajmniej 100 razy, i nigdy nie podawał komunikatów, tylko chował je do szafy z trupami. Co tym bardziej przekonuje mnie, że nadszedł najwyższy czas, by ową szafę z trupami otworzyć.
Co by to nie było to w obrocie gospodarczym nie wolno jest zawierać transakcji pozornych, przy dużych kwotach takie transakcje stają się praniem pieniędzy. Dlatego tym bardziej szef nadzoru finansowego powinien wyjaśnić skąd rozbieżność w cenie zakupu akcji a wyceną, która miała miejsce zaledwie kilka miesięcy później.
Inaczej zmierzamy w stronę 3-ciego świata, gdzie przewodniczący nadzoru stwierdza, że nie będzie komentował zarzutów…
Może tego pana ktoś zmusi do udzielenia odpowiedzi, np. posłowie europarlamentu.
Zapamietajcie sobie klienci i inwestorzy brokerow i funduszy ktore sa "nadzorowane" przez KNF: komisja ostrzy sobie zeby na WASZE pieniadze, zastanowcie sie zatem czy wasze pieniadze sa tam chronione, czy wrecz odwrotnie...
Maile ze spamem wysyłane są przez
Piotr Wierzbowski <piotrwierzb@poczta.pl>
tylko czy zagraniczni instytucjonalni mają już naszą "komisję" w cenie?
Zastanawiał się ktoś na tym jak w przypadku konfliktu interesów ma być zbadana działalność biura maklerskiego?
Szef szkoli emitentów i szef zatwierdza prospekty emitentów, ja i mój dyrektor też zatwierdzamy prospekty emitentów których szkolimy. „nasi” emitenci się dobrze szkolą jak zrobić dobry prospekt by szybko przeszedł przez prace naszej komisji.
Jak prospekt emitentów będzie miał braki my ukażemy naszych uczniów karą, ponieważ wiemy że nasi uczniowie są dobrze wyszkoleni to ich lekko ukarzemy lub tylko upomnimy. Szkolenie jest naszą pasją i tą pasję podzielają nasi uczniowie.
urzędnicy też są przedmiotem śledztwa zdaje się, że Pitera zgłosił do CBA. a być mkoże także prokuratura prowadzi śledztwo.
Tusk ma wolę zmiany, co widać po dzialaniach Pitery, ale nadzorca-szkoleniowiec chyba się nie zamierza podać do dymisji, a tylko skazanie go może spiowodować że zostanie odwołany, widać instytucje państwa pracują i musż to robic zgodnie ze standardami bo szef nadzoru finansowego to osoba publiczna.
.....a Bill Clinton nie miał seksu z Moniką Lewinską, tylko spotkanie służbowe.
gratuluję odwagi i życzę konsekwencji oraz wytrwałości. Problem konfliktu interesu w nadzorze finansowym nie jest nowy. Warto wrócić do sprawy W.Kwaśniaka i jego żony zatrudnionej jako prokurent w banku. Moim zdaniem konfliktem interesu była w przypadku W. Kwaśniaka sprawa zatrudnienia brata na stanowisku dyrektora departamentu w Komisji Papierów Wartościowych w czasie gdy był członkiem tej Komisji. Do tego należy dorzucić zatrudnienie męża siostry żony p. Kwaśniaka w GINB-ie, a żona i córka brata Wielkiego Nadzorcy zostały w cudowny sposób zatrudnione w NBP. Warto przyjrzeć się zatrudnianiu w GINB-ie "krewnych i znajomych królika" pochodzących z Sobolewa i okolic, czyli rodzinnych stron Wybitnego Nadzorcy.
Poza tym temat jest conajmniej sensacyjny, więc oczekiwałbym, że podjełyby go także inne media. A chyba tego nie zrobily, bo nie przypominam sobie żadnych informacji na ten temat na głównych serwisach informacyjnych.
Kolejną kwestią jest fakt, że Kluza jest człowiekiem PiS-u. Dlaczego więc PO nie robi nic w kierunku, żeby go usunąć? Dlaczego nie wykorzystują tej afery jako tzw. "tematu zastępczego"?
Tajemnicą pozostanie pewnie fakt, kto jest wspiera p. Kluze. Nie są to raczej prezes i wiceprezes IDMSA, oni są prawdopodobnie tylko elementem w tej układance.
Pytań jest znacznie więcej niz odpowiedzi, a afera ta wydaje się być znacznie bardziej poważna od tej związanej z Leo Rywinem. Dziwne, że jeszcze nikt nie chce powołać komisji śledczej w tej sprawie.
No ale cóż, widocznie mocodawcy p.Kluzy wspierają także liderów największych partii w PL.
Pewnie te same osoby przygotuja "wypadek" autora tego tekstu, jak bedzie dalej drążył temat.
Jeśli tak - to b.dobrze, jeśli nie - to jako media ma uprawnienia do tego rodzaju działań w imieniu społeczeństwa.
Mało tego - ngi powinno śledzić dalszy ciąg tej sprawy w prokuraturze, sądzie, więzieniu - i przypominać o tym wszystkim - nawet po latach.
Aspekty moralne inwestycji, są dla mnie szalenie istotne. Tak sie składa, ze zainwestowałem spore pieniądze w IDM i planuję jeszcze zwiększyć swoje zaangażowanie z uwagi na to, że inwestycja ta wygląda bardzo korzystnie od strony finansowej. Próbuję zrozumieć o co tu chodzi - może mi podpowiecie?
"27 grudnia 2004 r. Stanisław Kluza, przyszły minister finansów i szef Komisji Nadzoru Finansowego (KNF), nabywa za 210 tys. zł pakiet akcji DM IDMSA"
"Ta transakcja uczyniła PRZYSZŁEGO ministra finansów..." - został nim 14 lipca 2006.
Jaką funkcję publiczną pełnił SK 27.12.2004, jeśli ktoś (pośrednio) wytacza zarzut wzięcia łapówki?.
Nawet jeśli nawet znał się z szefami IDM, to co w tym złego, że zaproponowali mu kupno akcji po atrakcyjnej cenie? Zawiść przez Was przemawia?
Szefem KNF został 29 września 2006. Do tego czasu kurs IDM wzrósł od 2,1 (cena po której kupił) do 70 29.09.2006.
Dalej czytam w artukule, że "walory domu maklerskiego, sprzedał w grudniu 2006 r". Jak sprawdzicie notowania cena w grudniu wahała się w przedziałe 70-80, więc chyba nie chodzi o przyrost o 14% (jeśli sprzedałby za kwotę w okolicach 80)
Jedyne zarzuty, które tutaj rozpoznaję jako potencjalnie trafne, to uchybienia przy jednoosobowym zatwierdzaniu proskeptów pochodzących z IDM - jeśli faktycznie to robił i jeśli były takie uchybienia.
"Kluza otrzymał od maklerów więcej akcji niż kilka funduszy inwestycyjnych (mniej otrzymały np. Generali Życie, SEB4, czy Arka Akcji)"
A swoją drogą, gdzie są określone reguły (i jakie są) przydziału akcji przy IPO? (jestem początkujący, chciałbym się dowiedzieć). Skąd wiadomo, że fundusze te chciały więcej akcji?
Tak naprawdę, to nie dowiemy się, czy ślepy portfel był "zdalnie sterowany", czy faktycznie zarządzanie leżało w gestii IDM. Formalnie było w gestii IDM.
"Przyjęta 5 grudnia 2006 r. uchwała (...) zakazywała członkom Komisji Nadzoru Finansowego zakupu i sprzedaży akcji na GPW."
"Tymczasem przewodniczący Kluza po 5 grudnia 2006 r. sprzedał wszystkie akcje, jakie posiadał..."
Notowania IDM w grudniu 2006 już omówiłem. Co się tyczy Arterii, to po debiucie, kurs spadł o prawie 20% do około 20 PLN i w tym czasie najprawdopodobnie SK sprzedał te akcje. Jak widać stracił na tym pod względem inwestyji, bo dopiero w styczniu spółka odrogiła straty względem ceny z debiutu a swoje maksimum (około 40 PLN) osiągnęła w połowie 2007 roku. http://www.inwestycje.pl/includes/wykres_gielda_popup.php?kod=ARTERIA
Czeko konkretnie się czepiacie? To że sprzedał po uchwaleniu swojej ustawy? Uchwalił i sprzedał. OK, powinien najpierw sprzedać a opóźniej uchwalić, ale nie czepiałbym się tego, bo de facto mógł opóźnić uchwalenie SWOJEJ uchwały zwłaszcza, że opóźnienie nie jest większe niż miesiąc a jak wykazałem wcale nie zyskał na tym kroci jeśli w ogóle. To że korzystnie kupił akcje IDM? Nie pełnił funkcji publicznych, gdy kupił. Zarobił też przed ich pełnieniem.
Że były błędy formalne w prospektach? Powiedzcie jakie, gdzie i jakie były skutki tych uchybnień.
Nie jestem adwokatem P. SK, chętnie się dowiem więcej.
Pozdrawiam,
A
To że się kogoś zna, przestępstwem nie jest. A jeśli SK dostał akcje IDMu w zamian za konsulting? A z resztą co to kogo interesuje w zamian za co dostał w danym momencie skoro nie pełnił funkcji publicznych? Gdyby w ramach tego był w konflikcie interesów z ówczesnym pracodawcą, to była by kwestia, ale bez tego, moim zdaniem nie ma. Czytam "sensacyjne" doniesienia, ale jak się sprawdzi daty, to temat się rozmywa.
Kilka wyjaśnień:
- Nie mam pretensji do transakcji panów Kluza-Leszczyński, choć - jak już kilka razy tłumaczyłem - obaj Panowie próbowali tę transakcję ukryć i do dziś nie odpowiedzieli na pytania, w jaki sposób zapłacono za akcje. Ale ja nigdzie nie napisałem, że to lewa transakcja. Oczekuję tylko wyjaśnień.
1. Mam za to pretensje, że tej transakcji Pan Kluza nie ujawnił, kiedy obejmował nadzór. A powinien ujawnić, bo pierwsza sprawa pod jego nadzorem to była kompleksowa kontrola IDMSA (z powodu bardzo poważnych zarzutów) czyli również Pana Leszczyńskiego, swojego kontrahenta. IDMSA zarządzała portfelem Pana Kluzy - czy to się nazywa konflikt interesów?
Czy uważa Pan, że tak poważna kontrola powinna być prowadzona pod nadzorem osoby blisko związanej z kontrolowanym? Kontrola nie została właściwie przeprowadzona - jej efekt jest tajny.
2. Pan Kluza zarobił na akcjach Arterii, a Pan podaje niewłaściwe informacje. Arteria zadebiutowała na GPW z dużym zyskiem dla inwestorów nabywających akcje w ofercie. Można było zarobić - jeśli dobrze pamiętam - 30 proc. Pan Kluza zarobił 100 tys. zł na tej transakcji (według niesprostowanej informacji Newsweeka)
3. Niech Pan poda mi innego przewodniczącego nadzoru na świecie, który inwestuje w akcje w ofertach publicznych czyli konkuruje z innymi uczestnikami rynku? Ślepy portfel nie jest żadnym wytłumaczeniem.
4. Jasno wykazałem, że pan Kluza nie doprowadził do rzetelnego skontrolowania spraw szkoleń (czy te stawki za szkolenia do Pana nie przemawiają?) A niestety sprawa dotyczyła też IDMSA i jego klientów. W tym też Pan nie widzi problemu?
5. Nie wyłączanie się z innych spraw IDMSA, podpisywanie prospektów - to już drobiazgi biorąc pod uwagę powyższe...
Swoją drogą ciekawe, że Pan ode mnie oczekuje wyjaśnień a nie od Pana przewodniczącego, który milczy. Jeśli to ja piszę nieprawdę, dlaczego nikt tego oficjalnie nie chce powiedzieć?
Proszę o uważne czytanie i wyciąganie wniosków.
Pozdrawiam
Mariusz Zielke
- nie odpisujcie nigdy na forach pod swoimi artykułami - bierzcie przykład z wielkich (tutaj się chyba za to porównanie nie obrazicie) wydawców internetowych; oczywistym jest, że pod artykułami oprócz normalnych ludzi wypowiada się zawsze zgraja ludzi bezpośrednio dotkniętych artykułem lub przez nich wynajętych. "Anonim", to widać na pierwszy rzut oka, jest lub należy, do zaufanego grona Pana Kluzy.
Odpowiadanie im na łamach "komentarzy" nie ma żadnego sensu, niczego nie wnosi. Odpowiadajcie TYLKO w swoich kolejnych artykułach i tylko "na szpaltach" Waszej "gazety". Inaczej marnujecie Wasz cenny czas, a ja (my) przecież czekamy na kolejne ciekawe materiały ....
Drugie spotrzeżenie. To że Kluza milczy to nie tylko dlatego że nie potrafi rozmawiac z rynkiem iprasa. To ma głębszy sens. Chodzi o to , żeby przeczekać aż się publika zmęczy i zapomni. Tu podpowiemy coś bezintersownie panom z ABW. Na koniec grudnia domy maklerskie zaczną mielić papiery i pliki z 2004r. Niektóre zaczną wcześniej bo do nich kontrole niechodzą. I o to chodzi !
Urzędnicy KNF cenili się jednak dużo wyżej.
Co się stało, co się stało, co się stało ?
a co słychać u Staszka, Szefa ?
Jeśli będzie się Pan chciał kiedyś zająć Domem Maklerskim First International Traders, to proszę dać znać na tym forum.
Pozdrawiam
Spam wskazuje na to, że jest Pan blisko sedna...
I życzę dużo szczęścia i wytrwałości.
A może Pan AKK obecnie z Departamentu ds. Obsługi Rady Uchodżców, Skarg i Wniosków KPRM pomaga Panu liczbę Postów zmiększać?? heheheheheh
Być może osoba, która używa tu pseudonimu "Artur KK" i zna moje pisarskie nawyki, próbuje w ten sposób dodać wagi swoim wypowiedziom, ale tym samym wprowadza w błąd czytelników i nadużywa mojego dobrego imienia.
Proszę administratorów strony o wprowadzenie odpowiednich zabezpieczeń, które uniemożliwią lub przynajmniej znacznie utrudnią takie praktyki.
Dziś dowiedzialem się, że Krzysztof Grabowski, ekspert w UKNF, otrzymał wypowiedzenie.
Nie potrafię zrozumieć, dlaczego Urząd pozbywa się osoby z takim doświadczeniem, taką wiedzą o rynku kapitałowym i tak oddanej sprawom nadzoru...
nie-pelnosprawni.pl,
aby zobaczyć obłudę Stowarzyszenia Przyjaciół Integracji, która w mediach pronuje się jako non-profit na pensje przeznacza po kilka milionów złotych.
Od roku oczekujemy na wyjaśnienia Pana Przewodniczącego i odniesienie się do poszczególnych wątków tej sprawy. Wielokrotnie ponawiane pytania pozostały bez odpowiedzi. Jesienią 2009 r. rzecznik KNF poinformował nas, że wszelkie wątpliwości będą mogły być wyjaśnione podczas procesu, który Pan Kluza zdecydował się wytoczyć mi i mojej spółce. Pozew został złożony w październiku. Pan Kluza zakwestionował w nim kilka stwierdzeń z mojego artykułu. Właściwie nie odbyła się żadna rozprawa - na drugim terminie Pan Kluza wycofał pozew, także proces nie będzie okazją do wyjaśnienia tej sprawy, na co szczerze liczyłem. Liczę więc, że Pan Przewodniczący odniesie się do naszych zarzutów merytorycznie. Ponownie poproszę KNF i Pana Przewodniczącego o komentarz do całej sprawy i wyjaśnienia wszystkich kontrowersji.
czy przesłał Pan posiadane materiały do prokuratury, NIK i Kancelarii Premiera ? Czy korzystając z przepisów od informacji publicznej, wystąpił Pan o wyniki przeprowadzonej przez Kancelarię Premiera ?